Jak tam u was w szkole? Mi nawet dobrze idzie, zdrowa jestem.
poniedziałek, 21 listopada 2011
Halo?
Ktoś tu jeszcze wchodzi w ogóle? Mam usunąć bloga czy jak? Bo w sumie był już ze 3 razy usunięty.
Jak tam u was w szkole? Mi nawet dobrze idzie, zdrowa jestem.
Jak tam u was w szkole? Mi nawet dobrze idzie, zdrowa jestem.
sobota, 22 października 2011
Bardzo,bardzo,baardzo przepraszam!
Powróciłam....nie wiem czy na długo. Usunęłam bloga,bez pożegnania z wami. No tak, zachowałam się jak egoista. Nic nie powiedziałam wam o taki zamiarach, kurczę. Miałam trochę problemów, załamkę i postanowiłam usunąć bloga. Już mi jest lepiej. Ale najgorsze jest to,że zapomniałam potem hasła i nie mogłam się zalogować,żeby przywrócić bloga. Zepsuł mi się aparat, komputer miałam resetowany i nie mam zdjęć. Odzyskałam tylko kilka. Kurcze, nie wiem czy będziecie chcieli potem czytać bez zdjęciowe wpisy, ja wiem,że takie są ciekawsze....Mam nadzieję,ze aż się tak bardzo nie gniewacie. Oby. Piszcie komentarze, bo chce być pewna. I nie obiecuję,że wracam na zawsze. Więc korzystajcie póki jestem.
sobota, 16 lipca 2011
Hmm, co tam u mnie....
Najpierw sprostowanie,a potem notka: Przepraszam za długą nieobecność, ale wyjechałam do Babci na wieś i za bardzo nie miałam kontaktu z technologią. A to dlatego,że nie ma tam komputera i ja największa gapa na świecie zapomniałam telefonu,kiedy się pakowałam ha ha ha. I naprawdę miałam "święty spokój". Są wakacje to trzeba korzystać z czasu, no i już wiecie czemu nie pisałam. Bardzo dziękuję za miłe komentarze i zaobserwuję wszystkie blogi na pewno ;) I jeszcze wielkie dzięki za dodawanie się do obserwatorów, to miłe i przynajmniej wiem,że ktoś tu bywa.
----------------------------------------------------------------------------------------
Byłam u babci ponad tydzień. Tam jest bardzo ładnie,wszyscy są tam mili i pogodni. Byłam bardzo tym zdziwiona, ponieważ często spotykam gburowatych ludzi. Jak już mówiłam byłam odcięta od świata. Był telewizor, ale nie oglądałam. Całe dnie spędzałam na dworze ze zwierzętami i pomagając w domu, ogrodzie itd. No i pewnego dnia poszłam na spacer. Dochodziłam do lasku i zauważyłam coś szarego na ulicy. Podeszłam blizej...na jezdni dreptał ledwo przytomny gołąbek. Pewnie jakiś samochód go potrącił....Po myślałam,że długo nie pożyje, ale sumienie kazały mi się nim zaopiekować. Schyliłam się i wzięłam biedaczka na ręce. Powoli zaniosłam go do domu. Zrobiłam mu posłanie, dałam wody, jedzenia. Później razem z babcią dopatrzyłysmy się chorej nogi i skrzydła. Postarałam się zrobić jako taki, tymczasowy opatrunek. Nastepnego dnia zjadłam szybko śniadanie włożyłam Tyerego do koszyczka na rowerze i pojechałam do weterynarza w następnej większej miejscowości. Pani się nim zajęła i zrobiła wszystko,żeby poczuł się lepiej i z czasem wyzdrowiał. Odczekałam pół godziny i wrócilam z gołąbkiem do babci. Przyszła po mnie Wera (dawnka koleżanka z dziecinstwa). Pokazałam jej mojego Tyerka i opowiedziałam całą "bajkę". Po obiedzie poszłyśmy na spacer po polach. Fajnie było chodzić między dojrzewającym zbożem. Mijały godziny,ale nie byłyśmy o tym uświadomione. Doszłyśmy do gaiku.... Trzeba było przejść na drugą stronę deską, ponieważ pod nami płynęła rzeczka. Weronika bez problemu przeszła na drugą stronę. Ja zawahałam się chwilkę, postawiłam jedną nogę. Doszłam do połowy, decha zadrżała, a ja z wielkim pluskiem wleciałam do wody.
Werka nie mogła przestać się ze mnie śmiać a ja stałam naburmuszona,do pasa mokra. Po chwili wybuchłam śmiechem. "Woda w gębie może pozorować głębię. Ale tylko dopóty, dopóki ktoś nie parsknie śmiechem".
Pociągnęłam ją za nogawkę, a ona zdziwiona patrzyła wokoło, jak znalazła się w wodzie;) Wyglądałyśmy jak zamoknięte szczury. Na szczęście było ciepło, więc mogłyśmy się pluskać ha ha. Czy już mówiłam,że jestem fajtłapą? Kiedy doszłyśmy do domu babcia nie mogła odpędzić od siebie śmiechu. Każdy spędzony tam dzień był wspaniały, ale za dużo opisywania.... No i tak wyglądały mniej więcej moje wakacje u babci.
----------------------------------------------------------------------------------------
Byłam u babci ponad tydzień. Tam jest bardzo ładnie,wszyscy są tam mili i pogodni. Byłam bardzo tym zdziwiona, ponieważ często spotykam gburowatych ludzi. Jak już mówiłam byłam odcięta od świata. Był telewizor, ale nie oglądałam. Całe dnie spędzałam na dworze ze zwierzętami i pomagając w domu, ogrodzie itd. No i pewnego dnia poszłam na spacer. Dochodziłam do lasku i zauważyłam coś szarego na ulicy. Podeszłam blizej...na jezdni dreptał ledwo przytomny gołąbek. Pewnie jakiś samochód go potrącił....Po myślałam,że długo nie pożyje, ale sumienie kazały mi się nim zaopiekować. Schyliłam się i wzięłam biedaczka na ręce. Powoli zaniosłam go do domu. Zrobiłam mu posłanie, dałam wody, jedzenia. Później razem z babcią dopatrzyłysmy się chorej nogi i skrzydła. Postarałam się zrobić jako taki, tymczasowy opatrunek. Nastepnego dnia zjadłam szybko śniadanie włożyłam Tyerego do koszyczka na rowerze i pojechałam do weterynarza w następnej większej miejscowości. Pani się nim zajęła i zrobiła wszystko,żeby poczuł się lepiej i z czasem wyzdrowiał. Odczekałam pół godziny i wrócilam z gołąbkiem do babci. Przyszła po mnie Wera (dawnka koleżanka z dziecinstwa). Pokazałam jej mojego Tyerka i opowiedziałam całą "bajkę". Po obiedzie poszłyśmy na spacer po polach. Fajnie było chodzić między dojrzewającym zbożem. Mijały godziny,ale nie byłyśmy o tym uświadomione. Doszłyśmy do gaiku.... Trzeba było przejść na drugą stronę deską, ponieważ pod nami płynęła rzeczka. Weronika bez problemu przeszła na drugą stronę. Ja zawahałam się chwilkę, postawiłam jedną nogę. Doszłam do połowy, decha zadrżała, a ja z wielkim pluskiem wleciałam do wody.
Werka nie mogła przestać się ze mnie śmiać a ja stałam naburmuszona,do pasa mokra. Po chwili wybuchłam śmiechem. "Woda w gębie może pozorować głębię. Ale tylko dopóty, dopóki ktoś nie parsknie śmiechem".
Pociągnęłam ją za nogawkę, a ona zdziwiona patrzyła wokoło, jak znalazła się w wodzie;) Wyglądałyśmy jak zamoknięte szczury. Na szczęście było ciepło, więc mogłyśmy się pluskać ha ha. Czy już mówiłam,że jestem fajtłapą? Kiedy doszłyśmy do domu babcia nie mogła odpędzić od siebie śmiechu. Każdy spędzony tam dzień był wspaniały, ale za dużo opisywania.... No i tak wyglądały mniej więcej moje wakacje u babci.
sobota, 2 lipca 2011
W końcu wolne!
No więc tak....zapomniałam wam powiedzieć, że byłam na wakacjach z Kornelką. Wypoczywałyśmy w Dziwnowie. Byłyśmy tam po raz pierwszy. Nakupiłyśmy mnóstwo pamiątek. Przepuściłyśmy pieniadze jak dzieci na festynie. Mieszkałyśmy w małym przytulnym pokoiku na poddaszu, był uroczy. Pewnego dnia wyruszyłyśmy na tamtejszą plażę. Dotarłyśmy do jakiejś dzikiej "małoludnej". Zbierałyśmy muszelki duże i małe, średnie i wielkie. Kornelii nawet udało się znaleźć bursztyn :) Usiadłyśmy na kamieniach i rozmawiałyśmy. Przegadałyśmy dzień, wieczór...w pewnym sensie o niczym. " Jak dobrze mieć kogoś, komu możesz zaufać, prawdopodobnie nazywa się przyjaciel" Zerwał się wiatr, ale my i tak nie zwróciłyśmy na to uwagi. Księżyc większy i okazalszy niż zwykle widniał na niebie, a słońce chowało się "za morzem".
"Wiesz jak wygląda słońce? Jakby podcięło sobie żyły w wannie i zakrwawiło całą wodę, a księzyc nic, tylko patrzy. Siedzi tam i patrzy, jak ono umiera. Pewnie sam je do tego doprowadził".
Wróciłyśmy nad ranem do domku. Pani właścicielka była na nas "troszkę" zła. No bo w sumie ona się nami opiekuje. Następnego dnia pojechałyśmy do Dziwnówka. Postanowiłyśmy, że coś skonsumujemy. Zamówiłyśmy smażoną rybę i jakiś sok. Była...fu fu fu. Poszłam wykłócać się do kucharek, że była nieświeża i żeby dały mi nową bo nie zapłacę he he. Ogółem biorąc to były wspaniałe i śmiechowe wakacje.
-----------------------------------------------------------------------------------------
Hmm, chciałam jeszcze powiedzieć, że strasznie zakumplowałysmy się z Sarą Girzycką oczywiście. :)
Świetna dziewczyna, wielbię ją! Poważnie zastanawiamy się nad tym żeby pisać razem bloga, ale jeszcze nic nie jest pewne.
-----------------------------------------------------------------------------------------
Moje plany na wakacje:
- zafarbować włosy na jasny brąz
- Ważyć 55 kg
- Sońka nocuje u mnie na kilka dni
"Wiesz jak wygląda słońce? Jakby podcięło sobie żyły w wannie i zakrwawiło całą wodę, a księzyc nic, tylko patrzy. Siedzi tam i patrzy, jak ono umiera. Pewnie sam je do tego doprowadził".
Wróciłyśmy nad ranem do domku. Pani właścicielka była na nas "troszkę" zła. No bo w sumie ona się nami opiekuje. Następnego dnia pojechałyśmy do Dziwnówka. Postanowiłyśmy, że coś skonsumujemy. Zamówiłyśmy smażoną rybę i jakiś sok. Była...fu fu fu. Poszłam wykłócać się do kucharek, że była nieświeża i żeby dały mi nową bo nie zapłacę he he. Ogółem biorąc to były wspaniałe i śmiechowe wakacje.
-----------------------------------------------------------------------------------------
Hmm, chciałam jeszcze powiedzieć, że strasznie zakumplowałysmy się z Sarą Girzycką oczywiście. :)
Świetna dziewczyna, wielbię ją! Poważnie zastanawiamy się nad tym żeby pisać razem bloga, ale jeszcze nic nie jest pewne.
-----------------------------------------------------------------------------------------
Moje plany na wakacje:
- zafarbować włosy na jasny brąz
- Ważyć 55 kg
- Sońka nocuje u mnie na kilka dni
poniedziałek, 20 czerwca 2011
Jak układam włosy :D
Na mokre włosy nakłądam piankę, rozprowadzam ją najbardziej u góry głowy. Susząc podwijam, zaczesuję na bok i napuszam grzywkę taką specjalną szczotką (okrągłą) U nasady włosów robię to samo. Ale najpierw przed tym wszystkim je rozczesuje i spryskuję odżywką ułatwiającą rozczesywanie zarazem prostującą. Po wysuszeniu jeszcze raz je rozczesuję. Włoski oczywiście muszą być odpowiednio ścięte, żeby wyszło tak samo, bynajmniej do innych fryzur ta instrukcja również się tyczy.Koniec!!! ;)
Sobota - Strach, że ach
Po śniadaniu u Kornelki spakowałam się szybko i poszłam do domu. Szłam spokojnie, zamyśliłam się i spuściłam wzrok w chodnik. Poczułam bul....tak, tak bo wpadłam na Sonię ha ha. Szłam jeszcze chwilkę i byłam już u progu moich drzwi. Zapukałam - cisza, zadzwoniłam - nic, zaczęłam walić w drzwi, aż mi "odpadły ręce".
Krzyczałam, żeby otworzyli - chyba po całej miejscowości dźwięk poniosło echo....Nagle słyszę za plecami, donośne: Cześć córeczko! Wybucham śmiechem, mama się na mnie dziwnie patrzyła. Weszłyśmy do domu i jej opowiedziałam o zaistniałej sytuacji. Mama również śmiała się ze mnie. Była po prostu na zakupach, a ja się bałam, że coś się stało (odpukać) Koło południa przyjechał do mnie dziadek z babcią :) Babunia kupiła mi dużo słodyczy i bardzo fajną spódniczkę. Dziadek był w uzdrowisku to się z nim zagadałam, bo to ciekawe tematy...termy, inhalacje i tak dalej. Zadzwonił do mnie Edek i poszliśmy grać w kosza. Doszedł do nas Arturo i Sońka. Graliśmy długo, długo w króla. Aż nagle ściemniło się, zerwał się wiatr. Dobra, graliśmy dalej. Sonia chciała już iść, ale ją zatrzymaliśmy. I jakoś pięćset metrów od nas trzasnął piorun, rozpętała się ogromna burza z wiatrem i gradem. Noe wiedzieliśmy gdzie się schować. Na szczęście blisko mieszkała nasza Wychowawczyni i pobiegliśmy do niej. Każdy był przemoknięty. Pani zrobiła nam gorące kakao. I kiedy już wszystko się skończyło wróciliśmy do domu.
Krzyczałam, żeby otworzyli - chyba po całej miejscowości dźwięk poniosło echo....Nagle słyszę za plecami, donośne: Cześć córeczko! Wybucham śmiechem, mama się na mnie dziwnie patrzyła. Weszłyśmy do domu i jej opowiedziałam o zaistniałej sytuacji. Mama również śmiała się ze mnie. Była po prostu na zakupach, a ja się bałam, że coś się stało (odpukać) Koło południa przyjechał do mnie dziadek z babcią :) Babunia kupiła mi dużo słodyczy i bardzo fajną spódniczkę. Dziadek był w uzdrowisku to się z nim zagadałam, bo to ciekawe tematy...termy, inhalacje i tak dalej. Zadzwonił do mnie Edek i poszliśmy grać w kosza. Doszedł do nas Arturo i Sońka. Graliśmy długo, długo w króla. Aż nagle ściemniło się, zerwał się wiatr. Dobra, graliśmy dalej. Sonia chciała już iść, ale ją zatrzymaliśmy. I jakoś pięćset metrów od nas trzasnął piorun, rozpętała się ogromna burza z wiatrem i gradem. Noe wiedzieliśmy gdzie się schować. Na szczęście blisko mieszkała nasza Wychowawczyni i pobiegliśmy do niej. Każdy był przemoknięty. Pani zrobiła nam gorące kakao. I kiedy już wszystko się skończyło wróciliśmy do domu.
piątek, 17 czerwca 2011
Czwartek i dziś
Już nic nam nie zadają, jest super. W szkole przede wszystkim rozmawiamy, dyskutujemy. Ogólnie można powiedzieć- luzik. W domu u babci Korny bawiłyśmy się w quizy na gry.pl :) Chwilę później naszła nas ogromna ochota na pływanie. U nas nie ma żadnego kąpieliska więc postanowiłyśmy jechać na basen. Chciałyśmy jechać autobusem, ale spotkałyśmy po drodze moją mamę i ona nas podwiozła. Kupiłyśmy wejściówki- "zegarki"
i popędziłyśmy do szatni. Szybko rozebrałyśmy się do stroju kąpielowego i ruszyłyśmy na basen.
Przeważnie pływałyśmy na dworze. Było świetnie, bawiłyśmy się w syreny ha ha ha. Jakie my jeszcze dziecinne, lecz szczerze mówiąc to w stylu syreny pływa się wybitnie. Było dużo śmiechu. Jakiś chłopak przytrzymał mnie pod wodą. Kornelki nie było. Nie mogłam się wydostać. Więc sama zanurkowałam niżej i ugryzłam go w nogę. Zaczął się zwijać i sam wpadł pod wodę. Wtedy go zobaczyłam....oniemiałam, po prostu zamurowało mnie.
Był strasznie podobny do tego chłopaka, który wyszedł mi w quizie "Facet na Lato"
Długawe, brązowe, pocieniowane włosy. Grzywka, okulary. Był po prostu śliczny. Tylko czemu mnie wepchał?!
Potem powoli płynęła w naszą stronę Kornelia. Nie chciała nam przeszkadzać więc poszła opalać się na leżak, nawet jej nie zauważyłam (potem mi powiedziała, że była) Kurczę, chyba mi wpadł w oko. Speszyłam się, skoczyłam pod wodę i uciekłam pod "fontannę". Dopłynęła do mnie Konuś i spytała się mnie kim jest ten Emil. I wszystko jej opowiedziałam.
Niestety nasz czas się kończył i musiałyśmy iść do szatni. Wróciłyśmy do domu busem. Zmęczone wszystkim zasnęłyśmy. Miałyśmy taki mocny sen, że zaspałyśmy do szkoły. Było dosyć późno i nie opłacało się iść.
Zjadłyśmy śniadanie i poszłyśmy nad strumyk. Pokazałam Kornelii moje tajemnicze miejsce. Schodzi się nisko z górki do strumyka. Z ulicy w ogóle nic nie widać. Na około wody rosną wysokie drzewa, paprocie, dzikie maliny. Na dworze było zimno, nad rzeczką unosiła się tajemnicza, gęsta mgła. Przyklapnęłyśmy na kamieniu i rozmawiałyśmy cały dzień. Nie czułyśmy mijającego czasu, głodu, pragnienia.....Wróciłyśmy do domu zaledwie godzinę temu. Babci Kornelki nie było cały dzień bo pojechała na zjazd ludzi, którzy sami robią biżuterię. Dobrze, że nikogo nie było, nikt o nas się nie martwił.
i popędziłyśmy do szatni. Szybko rozebrałyśmy się do stroju kąpielowego i ruszyłyśmy na basen.
Przeważnie pływałyśmy na dworze. Było świetnie, bawiłyśmy się w syreny ha ha ha. Jakie my jeszcze dziecinne, lecz szczerze mówiąc to w stylu syreny pływa się wybitnie. Było dużo śmiechu. Jakiś chłopak przytrzymał mnie pod wodą. Kornelki nie było. Nie mogłam się wydostać. Więc sama zanurkowałam niżej i ugryzłam go w nogę. Zaczął się zwijać i sam wpadł pod wodę. Wtedy go zobaczyłam....oniemiałam, po prostu zamurowało mnie.
Był strasznie podobny do tego chłopaka, który wyszedł mi w quizie "Facet na Lato"
Długawe, brązowe, pocieniowane włosy. Grzywka, okulary. Był po prostu śliczny. Tylko czemu mnie wepchał?!
Potem powoli płynęła w naszą stronę Kornelia. Nie chciała nam przeszkadzać więc poszła opalać się na leżak, nawet jej nie zauważyłam (potem mi powiedziała, że była) Kurczę, chyba mi wpadł w oko. Speszyłam się, skoczyłam pod wodę i uciekłam pod "fontannę". Dopłynęła do mnie Konuś i spytała się mnie kim jest ten Emil. I wszystko jej opowiedziałam.
Niestety nasz czas się kończył i musiałyśmy iść do szatni. Wróciłyśmy do domu busem. Zmęczone wszystkim zasnęłyśmy. Miałyśmy taki mocny sen, że zaspałyśmy do szkoły. Było dosyć późno i nie opłacało się iść.
Zjadłyśmy śniadanie i poszłyśmy nad strumyk. Pokazałam Kornelii moje tajemnicze miejsce. Schodzi się nisko z górki do strumyka. Z ulicy w ogóle nic nie widać. Na około wody rosną wysokie drzewa, paprocie, dzikie maliny. Na dworze było zimno, nad rzeczką unosiła się tajemnicza, gęsta mgła. Przyklapnęłyśmy na kamieniu i rozmawiałyśmy cały dzień. Nie czułyśmy mijającego czasu, głodu, pragnienia.....Wróciłyśmy do domu zaledwie godzinę temu. Babci Kornelki nie było cały dzień bo pojechała na zjazd ludzi, którzy sami robią biżuterię. Dobrze, że nikogo nie było, nikt o nas się nie martwił.
środa, 15 czerwca 2011
Środa
Wstałyśmy o szóstej rano. Bardzo, bardzo osowiałe.Ja zataczałam się po pokoju, a Kornelka ledwo wstała z łóżka. Pobiegłyśmy do kuchni zrobić sobie mocną herbatę. Nagle przypomniało się Kornelii, że Magda nie może z nią jechać do Dziwnowa i spytała się czy ja bym chciała. Oczywiście się zgodziłam i skakałam z radości po całym mieszkaniu. No i wpadłam na stół, talerz spadł i się stłukł ha ha, ale ważne, że jadę.
W szkole po prostu nie mogłam wytrzymać z radości i cały dzień byłam happy. Po szkole Kornela pomogła mi się spakować do domu. Ale wpadłyśmy na genialny pomysł: Kornuś zadzwoniła do mojej mamy i się spytała, czy mogę zostać do soboty. I wiecie co? Nie miała nic przeciwko :) Jejusiu jaka ja jestem zadowolona, już myślałam, że nigdzie nie pojadę. Teraz zamierzamy się przejść nad strumyk. Pa! :D
W szkole po prostu nie mogłam wytrzymać z radości i cały dzień byłam happy. Po szkole Kornela pomogła mi się spakować do domu. Ale wpadłyśmy na genialny pomysł: Kornuś zadzwoniła do mojej mamy i się spytała, czy mogę zostać do soboty. I wiecie co? Nie miała nic przeciwko :) Jejusiu jaka ja jestem zadowolona, już myślałam, że nigdzie nie pojadę. Teraz zamierzamy się przejść nad strumyk. Pa! :D
A no tak, zapomniałam powiedzieć, że kupiłam tą bandankę
wtorek, 14 czerwca 2011
Wtorek
Przyszłam ze szkoły przygnębiona faktem iż: wychodzi mi średnia 4,5, a na półrocze wychodziła mi 5,0, a to nie moja wina, ponieważ, kiedy były poprawy, chorowałam no i bęc :( W sumie to nie o to mi chodzi. Nie mam z kim, nie mam gdzie jechać na wakacje. Całe dwa miesiące zanudzać będę siebie i swój umysł. Wszyscy powyjeżdżają w góry, nad morze, za granicę, a ja będę ślęczeć i gnić w mieszkaniu przed komputerem.
Przeleżałam cały dzień na łóżku i rozmyślałam, nie zjadłam obiadu, bo nikogo nie było w domu, a ja myślałam.
Nagle o piątej zadzwonił telefon i wyrwał mnie z niekończącej się melancholii. To była Kornelia! Jak ja dawno jej nie widziałam! Zaproponowała mi spanie z dzisiaj na jutro u jej babci. Jaka ja byłam szczęśliwa.
Przynajmniej oderwałam się od codziennych trosk....Lekcje miałam po odrabiane, więc bynajmniej mogłam iść.
Spakowałam się bardzo szybko i przez to zapomniałam szczoteczki do zębów hi hi. Przecież można umyć palcem :) Poszłyśmy na spacer po miasteczku, było ładnie ciepło. Odeszłyśmy daleko od domu i na nieszczęście złapała nas olbrzymia ulewa. Tańczyłyśmy w kroplach deszczu, nie szłyśmy się chować. To cudowne uczucie mieć takiego kogoś z kim możesz " kraść kury".
Dzień nam minął cudownie. Byłyśmy w sklepie z odzieżą, w którym spodobała mi się strasznie taka czerwona bandanka. Teraz właśnie piszę tą notkę u Korneli. Poszła się myć, a ja pomyślałam, że napiszę tą notkę.
Przeleżałam cały dzień na łóżku i rozmyślałam, nie zjadłam obiadu, bo nikogo nie było w domu, a ja myślałam.
Nagle o piątej zadzwonił telefon i wyrwał mnie z niekończącej się melancholii. To była Kornelia! Jak ja dawno jej nie widziałam! Zaproponowała mi spanie z dzisiaj na jutro u jej babci. Jaka ja byłam szczęśliwa.
Przynajmniej oderwałam się od codziennych trosk....Lekcje miałam po odrabiane, więc bynajmniej mogłam iść.
Spakowałam się bardzo szybko i przez to zapomniałam szczoteczki do zębów hi hi. Przecież można umyć palcem :) Poszłyśmy na spacer po miasteczku, było ładnie ciepło. Odeszłyśmy daleko od domu i na nieszczęście złapała nas olbrzymia ulewa. Tańczyłyśmy w kroplach deszczu, nie szłyśmy się chować. To cudowne uczucie mieć takiego kogoś z kim możesz " kraść kury".
Dzień nam minął cudownie. Byłyśmy w sklepie z odzieżą, w którym spodobała mi się strasznie taka czerwona bandanka. Teraz właśnie piszę tą notkę u Korneli. Poszła się myć, a ja pomyślałam, że napiszę tą notkę.
poniedziałek, 13 czerwca 2011
Niedziela :)
Cały poranek przegadałam z miką na gadu-gadu sącząc kawę. Nic mi się nie chciało....kompletnie nic.
Dobrze, że lekcje zrobiłam w piątek. Ale Sońka namówiła mnie na wyjście do baru i parku.
Zgodziłam się, moim zdaniem była to ostateczność. Poszłyśmy najpierw do baru i zamówiłyśmy duże frytki i colę. Tak się obżarłam, że zaczęłam świrować ha ha. Non stop śmiałam się z Sonią. A tu wchodzi moja wychowawczyni....
- Bądźcie cicho, nie widzicie jak się ludzie na was patrzą?!
Już się bałam, że poobniża nam zachowanie, ale na szczecie ominęła nas ta nieprzyjemność.
Kiedy weszła do pomieszczenia wybuchłyśmy śmiechem. Ale ona się wróciła! Uff zdążyłyśmy się uspokoić.
Już nawet nie zwracałyśmy na nią uwagi. Ze śmiechu Sońcia opluła się colą, a ja przez jej głupią minę po oblaniu spadłam z krzesła. I skończyło się na tym, że obsługa wyprowadziła nas za nieodpowiednie zachowanie.
Ruszyłyśmy do parku. Jest park prawdziwy: 0 huśtawek,karuzeli itd.
Narobił na mnie ptak x.x Hue hue Sonia tak się śmiała, a ja zrobiłam się czerwona, bo nawet nie miałam czym tego wytrzeć. Olałam to :D Przegadałyśmy w parku w sumie 3 godziny. Przez calutki czas rozmawiałyśmy.
Soń na wakacje jedzie do Holandii do wujka, a ja nie mam gdzie jechać :( Trudno. Może sama na siebie zarobię zrywając wiśnie?.....
Dobrze, że lekcje zrobiłam w piątek. Ale Sońka namówiła mnie na wyjście do baru i parku.
Zgodziłam się, moim zdaniem była to ostateczność. Poszłyśmy najpierw do baru i zamówiłyśmy duże frytki i colę. Tak się obżarłam, że zaczęłam świrować ha ha. Non stop śmiałam się z Sonią. A tu wchodzi moja wychowawczyni....
- Bądźcie cicho, nie widzicie jak się ludzie na was patrzą?!
Już się bałam, że poobniża nam zachowanie, ale na szczecie ominęła nas ta nieprzyjemność.
Kiedy weszła do pomieszczenia wybuchłyśmy śmiechem. Ale ona się wróciła! Uff zdążyłyśmy się uspokoić.
Już nawet nie zwracałyśmy na nią uwagi. Ze śmiechu Sońcia opluła się colą, a ja przez jej głupią minę po oblaniu spadłam z krzesła. I skończyło się na tym, że obsługa wyprowadziła nas za nieodpowiednie zachowanie.
Ruszyłyśmy do parku. Jest park prawdziwy: 0 huśtawek,karuzeli itd.
Narobił na mnie ptak x.x Hue hue Sonia tak się śmiała, a ja zrobiłam się czerwona, bo nawet nie miałam czym tego wytrzeć. Olałam to :D Przegadałyśmy w parku w sumie 3 godziny. Przez calutki czas rozmawiałyśmy.
Soń na wakacje jedzie do Holandii do wujka, a ja nie mam gdzie jechać :( Trudno. Może sama na siebie zarobię zrywając wiśnie?.....
niedziela, 12 czerwca 2011
Powitanie!!!
Cześć! Z tej strony Wasza Mery ;) Mam 15 lat i mieszkam w Polsce. Mój styl odzwierciedla mnie, a on nie jest znany nikomu, jest mój :3 Nie mam dużo przyjaciół, ale ważne, że są prawdziwi, najlepsi.
Lubię smakowe, kukurydziane chrupki. Moim ulubionym napojem jest sok pomidorowy, a potrawą łazanki.
No więc coś pociągnęło mnie, aby założyć bloga. Nigdy jakoś specjalnie nie udzielałam się w internecie, ale spodobało mi się no i macie efekty :D Moją ulubioną internetową przyjaciółką jest Mika :P Chętnie poznałabym ją w prawdziwym życiu. Mam nadzieję, że spodoba się Wam to co przelewam na "papier" Moim marzeniem jest być popularną bloggerką. Ale o czym ja mówię!? Dopiero zaczynam blogować....
Lubię smakowe, kukurydziane chrupki. Moim ulubionym napojem jest sok pomidorowy, a potrawą łazanki.
No więc coś pociągnęło mnie, aby założyć bloga. Nigdy jakoś specjalnie nie udzielałam się w internecie, ale spodobało mi się no i macie efekty :D Moją ulubioną internetową przyjaciółką jest Mika :P Chętnie poznałabym ją w prawdziwym życiu. Mam nadzieję, że spodoba się Wam to co przelewam na "papier" Moim marzeniem jest być popularną bloggerką. Ale o czym ja mówię!? Dopiero zaczynam blogować....
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

















