wtorek, 14 czerwca 2011

Wtorek

Przyszłam ze szkoły przygnębiona faktem iż: wychodzi mi średnia 4,5, a na półrocze wychodziła mi 5,0, a to nie moja wina, ponieważ, kiedy były poprawy, chorowałam no i bęc :( W sumie to nie o to mi chodzi. Nie mam z kim, nie mam gdzie jechać na wakacje. Całe dwa miesiące zanudzać będę siebie i swój umysł. Wszyscy powyjeżdżają w góry, nad morze, za granicę, a ja będę ślęczeć i gnić w mieszkaniu przed komputerem.
Przeleżałam cały dzień na łóżku i rozmyślałam, nie zjadłam obiadu, bo nikogo nie było w domu, a ja myślałam.
Nagle o piątej zadzwonił telefon i wyrwał mnie z niekończącej się melancholii. To była Kornelia! Jak ja dawno jej nie widziałam! Zaproponowała mi spanie z dzisiaj na jutro u jej babci. Jaka ja byłam szczęśliwa.
Przynajmniej oderwałam się od codziennych  trosk....Lekcje miałam po odrabiane, więc bynajmniej mogłam iść.
Spakowałam się bardzo szybko i przez to zapomniałam szczoteczki do zębów hi hi. Przecież można umyć palcem :) Poszłyśmy na spacer po miasteczku, było ładnie ciepło. Odeszłyśmy daleko od domu i na nieszczęście złapała nas olbrzymia ulewa. Tańczyłyśmy w kroplach deszczu, nie szłyśmy się chować. To cudowne uczucie mieć takiego kogoś z kim możesz " kraść kury".
Dzień nam minął cudownie. Byłyśmy w sklepie z odzieżą, w którym spodobała mi się strasznie taka czerwona bandanka. Teraz właśnie piszę tą notkę u Korneli. Poszła się myć, a ja pomyślałam, że napiszę tą notkę.


0 komentarze:

Prześlij komentarz