Dobrze, że lekcje zrobiłam w piątek. Ale Sońka namówiła mnie na wyjście do baru i parku.
Zgodziłam się, moim zdaniem była to ostateczność. Poszłyśmy najpierw do baru i zamówiłyśmy duże frytki i colę. Tak się obżarłam, że zaczęłam świrować ha ha. Non stop śmiałam się z Sonią. A tu wchodzi moja wychowawczyni....
- Bądźcie cicho, nie widzicie jak się ludzie na was patrzą?!
Już się bałam, że poobniża nam zachowanie, ale na szczecie ominęła nas ta nieprzyjemność.
Kiedy weszła do pomieszczenia wybuchłyśmy śmiechem. Ale ona się wróciła! Uff zdążyłyśmy się uspokoić.
Już nawet nie zwracałyśmy na nią uwagi. Ze śmiechu Sońcia opluła się colą, a ja przez jej głupią minę po oblaniu spadłam z krzesła. I skończyło się na tym, że obsługa wyprowadziła nas za nieodpowiednie zachowanie.
Ruszyłyśmy do parku. Jest park prawdziwy: 0 huśtawek,karuzeli itd.
Narobił na mnie ptak x.x Hue hue Sonia tak się śmiała, a ja zrobiłam się czerwona, bo nawet nie miałam czym tego wytrzeć. Olałam to :D Przegadałyśmy w parku w sumie 3 godziny. Przez calutki czas rozmawiałyśmy.
Soń na wakacje jedzie do Holandii do wujka, a ja nie mam gdzie jechać :( Trudno. Może sama na siebie zarobię zrywając wiśnie?.....



0 komentarze:
Prześlij komentarz